sobota, 10 maja 2014

87. Top 10 wyrazów i wyrażeń kojarzących się z Norwegią

Hej! Od razu zaznaczam, że poniższe top 10 to tylko moja subiektywna obserwacja. Przedstawiam 10 wyrazów i wyrażeń, które kojarzą mi się z Norwegią po tych 9 miesiącach pobytu tutaj.

1. BRUNOST

Brązowy ser. Chyba najbardziej norweski produkt spożywczy. Brunost na gofrach, naleśnikach, czasem w muffinkach i ciastach. Brunost na chlebie, brunost na grzance, brunost wszędzie !

2. TILBUD

To magiczne słowo, oznaczające wyprzedaż jest w Norwegii bardzo ważne. Bo jak wyprzedaż, to mam na myśli WYPRZEDAŻ. I tym sposobem mogę kupić spodnie przecenione z 599 koron na.... 49 koron (25 zł) :D Albo buty w H&M przecenione z 200 koron na... 5 (2 zł 50 gr) koron :D
Wyprzedaże dotyczą też sklepów typowo spożywczych. W Norwegii funkcjonują dyskonty porównywalne wielkością do naszych Biedronek lub Lidli. Ale wybór asortymentu o wiele większy. I tak co jakiś czas są organizowane wyprzedaże, gdzie większość rzeczy jest po 10 koron (EuroSpar), zniżki -40% na wszystkie ryby firmy Findus, zniżka -40% na wszystkie produkty meksykańskie itp.
Norwegowie śledzą gazetki i potem podczas wyprzedaży kupują na zapas. Moja host mama zawsze kiedy jest promocja na mięso mielone każe mi kupić około 10-14 pudełek. Zapasy w zamrażarce starczają akurat do następnej wyprzedaży :)

3. REGNTØY

W Polsce, coś mega niespotykanego. Tutaj obowiazkowe. Dzieci w przedszkolach mają specjalne miejsca wyznaczone na regntøy, dorośli ubierają to np. kiedy wybierają się w góry, na spacery albo wycieczki a pogoda jest typowo.. bergeńska. O czym mowa? O specjalnym kombinezonie przeciwdeszczowym. Pamiętacie pewnie moje zdjęcia z Sjøforsvaret, kiedy miałam na sobie czarny kombinezon hostki. Cena takiego stroju jest trochę... wysoka, bo za dobrej jakości spodnie i kurtkę trzeba zapłacić około 600 koron, czyli 300 zł. Mówię wysoka, bo na moje au-pairskie zarobki to dosyć dużo. Chciałam być cwana i znaleźć coś takiego na allegro za grosze. I znalazłam XXL moro zestaw rybacki. NIE! Trzeba będzie odżałować tych parę groszy i kupić regntøy w Norwegii. Bo się przyda :)

4. RØMME

To jest śmietana. Serio. Ale w Norwegii urasta do miana nadzwyczajnej śmietany. Jest dobra w smaku i przydaje się w kuchni... Ale.. norweska śmietana służy m.in. do polewania pizzy i meksykańskiego jedzenia jak enchiladas czy taco. I komponuje się naprawdę nieźle ! Gdyby nie Norwegia, nigdy bym nie pomyślała o używaniu śmietany do pizzy. Tutaj to jak narodowa tradycja.

5. HOT DOG

Danie narodowe. Z prażoną cebulką i norweską musztardą Senep. I to nie jest musztarda. To Senep ! :) (a o hot dogach jako o daniu narodowym, mówił film.. https://www.youtube.com/watch?v=ebqdwQzmSHM)

6. KOSELIG

Od tego słowa pochodzi mnóstwo kombinacji. Używane na każdym kroku. Samo koselig oznacza "przytulnie, miło, wygodnie" Kiedy opowiadasz Norwegowi, że np. byłeś na spacerze a potem jadłeś kolację na tarasie, zawsze powie "Ooohh, koselig!"("Bardzo przytulnie!". Kiedy mówisz, że wybierasz się w jakieś miejsce, usłyszysz "Kos deg!"("Spraw, żeby było Ci wygodnie/żebyś cieszył się z tego czasu"). Kiedy siedzisz z kimś i po prostu miło spędzasz czas - możesz powiedzieć "Vi koser oss!"("Spędzamy przytulnie/miło/wygodnie czas w swoim towarzystwie"). Kiedy nadchodzi piątek i kupujesz chipsy, to na paczce znajdujesz napis "til fredagskos" ("na piątkowy przytulny/wygodny/miły piątek :D ?) Nie mniej jednak, kombinacje te bardzo mi się podobają i bardzo je lubię. Jeśli je słyszycie, to wiedzcie, że to coś dobrego!

7. KOM IGJEN!

Wykrzykiwane przez każdego Norwega przed telewizorem podczas oglądania jakichkolwiek relacji sportowych. To słowa dopingu używane często w życiu codziennym. Tak motywuje się dzieci podczas gdy te uprawiają jakiś sport a my jesteśmy dumnym rodzicem podczas meczu/turnieju/wyścigu.

8. FLINK

To słowo tez bardzo lubię. Używane często w celu pochwalenia kogoś. Kiedy chcecie pochwalić dziecko, albo jakiś pomysł/osobę, użyjecie zazwyczaj "flink". I to takie motywujące, kiedy ktoś mówi "Flink du!" :) Można je odnieść do wszystkiego. Jeśli przeskoczę przez płot bez złamania nogi, ktoś może mnie w ten sposób pochwalić. Jeśli ugotuję zupę, ktoś może w ten sposób wyrazić że jestem dobra w gotowaniu. Jeśli dziecko samo się ubierze, również w ten sposób można wyrazić swój podziw. Flink du!

9. BROWNIE

Kiedy już wiesz co znaczy "Vi koser oss" i spędzasz popołudnie wśród Norwegów którzy Ci właśnie to mówią, możesz być pewien/pewna, że na stole pojawi się Brownie. Wydaje mi się, że to ciasto to nieodłączna część norweskiej tradycji w wielu rodzinach. I co najlepsze. Do wykonania potrzebna tylko paczka z proszkiem brownie, jajko i trochę oleju. I 10 minut w piekarniku. Chyba na tym polega cały fenomen tego "deseru" :)

10. SAFT

Znacie soki w szklanych butelkach, które rozrabia się z wodą? W Norwegii wszelkie tego typu nazywają się saft. A saft, tak jak brunost pojawia się wszędzie. Jeśli jesteście na plantacji choinek pośrodku niczego i jest otwarte tam coś w rodzaju mini kawiarni, możecie być pewni, że zjecie tam hot doga, gofry i wypijecie saft. Latem zalany zimną wodą a zimą... zazwyczaj wrzątkiem i nazywa się to wtedy warm saft. I pamiętajcie, że picie gorącego saftu zimą jest bardzo koselig! :)

Patka :)


9 komentarzy:

  1. jeej, jaki ciekawy post! :D
    takie wyprzedaże to istne marzeenie ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. OK, nie miałam pojecia, że w Norwegii można złowić cokolwiek konkretnego na wyprzedażach. Wow, buty za 5 koron ... Totalnie mnie rozwaliłaś. Pamiętam, że podczas pobytu w Norwegii starałam się nie kupować zupełnie nic, bo każdy zakup wykańczał moją kieszeń :D
    No i drugi szok, to brownie - myślałam, że to amerykański wynalazek, który jest pieczołowicie zjadany głównie w Stanach. Myślałam, że w Norge jakieś trolle się je na deser, czy coś ... :>

    OdpowiedzUsuń
  3. Totalnie się zgadzam :) U mnie w lodówce zawsze jest brunost i 3 safty ;p Wyprzedaże są ostatnio kupiłam bluzkę sportową i t-shirt HM i 2 pary spodni CUBUS za 250kr to na prawdę mega tilbud! zresztą tilbud był 1 słowem, którego się tu nauczyłam hahaha
    Pozdrowixy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Od czasu do czasu odwiedzam Twojego bloga, ale jakoś nigdy nie miałam zaparcia, żeby skomentować któryś z wpisów. Mimo wszystko Romme, brunost i saft wywołały uśmiech na mojej twarzy, więc nie mogłam się powtrzymać ;) Norwegię odwiedzam regularnie, więc doskonale wiem o czym piszesz. No i nie wiem czy to kwestia ludzi czy przyrody, ale jest to zdecydowanie kraj #1 dla mnie, do którego przeprowadziłabym się bez namysłu.
    Pozdrawiam! ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. Jaka cudowna nowa grafika!! :) I bardzo fajny post, wszystko nowe dla mnie i ciekawe. Do zapamiętania. Kropka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nr 8 to u nas bardziej Flott! jak zawsze na kursie pani woła do mnie jak coś dobrze powiem hah (bo z mojej grupy tylko ja nic kompletnie nie umiałam na początku). Brunost mi tak sobie smakuje, ale saft jest ok chociaż wolę wodę.
    A co do przeprowadzki to też trzymałam kciuki za Bergen, ale tam hostka miała opcję prywatnej praktyki, więc musiałaby wziąć pożyczkę i się wkupić itd. A w Oslo ma ofertę w prywatnej przychodni normalnie. I dodatkowo deszcz ją odstraszył :P baaardzo dużo czasu tu spędza(my) na zewnątrz z chłopcami, więc chyba przeraziła ją wizja przyzwyczajania się do zabaw w deszczu ;) Ale wiesz, tak czy inaczej będzie nam wtedy łatwiej się zgadać i odwiedzić ;) ja na pewno bym chciała raz jeszcze zawitać do Bergen! Pozdro ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawe podsumowanie. Coś w tym jest... Ja bym jednak na pierwszym miejscu dała "koselig", bo to dobre słowo na określenie dosłownie wszystkiego ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja uwielbiam słowo "koselig" ! Non stop gra mi w głowie :) A co do przecen to ja jakoś nie mogę na nic trafić a jestem tu prawie 3 miesiące :/

    OdpowiedzUsuń

Cześć ! Dziękuję za komentarz i zapraszam do dyskusji. Pamiętaj, że komentarze złośliwe lub wulgarne będą usuwane. Mój blog nie jest też słupem ogłoszeniowym, będę wdzięczna jeśli to uszanujesz. Pozdrawiam, Pati :)